Drażni mnie podawanie przez media, że na torach dokonano "dywersji". Kto oglądał/słuchał swego czasu słynny wykład Bezmienowa ten wie, że dywersja w znaczeniu sowieckim (a więc współcześnie Rosji, Ukrainy, być może i częściowo Polski) to nie rozwalanie pociągów czy torów. Oczywiście, sprawców i zleceniodawców przydałoby się złapać i surowo skazać (co zapewne nie nastąpi). Ale to nie jest dywersja. Raczej powiedziałbym "terroryzm", "niszczenie infrastruktury", "sianie demoralizacji"./
Komentarze
3Doskonałym przykladem dywersji wg Bezmienowa jest niniejszy wpis Buracka zawracający dupę w kwestii sabotażu na kolei i skierowujący uwagę na PiS a nie na gauleitera tuska. Burack ma osobisty uraz do PiSu, obsesję, manię, silną do tego stopnia, że nie zauważył zmiany władzy. A jak za dwa lata się ocknie, to znów PiS będzie rządził.
/"Dywersja" to wg sowieckich i postsowieckich służb odwracanie uwagi. Dywersją byłoby więc np. wywołanie afery czy podniesienie gorącego tematu dla opinii społecznej, by przykryć - dajmy na to - aferę korupcyjną. Albo jakiś wał finansowy. W takim znaczeniu dywersja często stosowana jest przez rząd III RP, w szczególności gdy u władzy był PiS. Podnosi podatki, a tymczasem wychodzą trzy obyczajowe awantury, które usłużne presstytutki nagłaśniają i prowadzą, nadając ton dyskusji politycznej. A to, że wchodzi jakiś podatek? Że wprowadza się zielony wał? Że wprowadza się projekt nakazujący ludziom segregować śmieci na własną rękę i mimo to za te śmieci płacić? A kogo to będzie obchodzić? I to niestety działa. Szkoda tylko, że ludzie jak te barany cały czas się na to łapią i pozwalają sobą sterować.