Nie jestem fanem poezji, choć dusza ma wrażliwa i targana wszelkimi wiatrami życia. I gdy nawet cham prosty w mym ciele się odzywa, pokłonów nawet on nie odmówi dla wartości kanału tego. By wokoło politycznej zawieruchy, człek kruchy chwilę się mógł zatrzymać. Odsapnąć, wdech myśli w wierszu zawartych smakować. By w świat inny, głębszy wejść. Więc pozdrawia Cię twórco, byt skryty pod pseudonimem śmiesznym, redakcyjnym. Marjan Gadzina się zowie i pozdrowienia składa w szczerym pokłonie tobie! :)
Krzysztof Kamil Baczyński. Dwie Miłości.
290 wyświetleń · 3 lata temu
Smutny tryptyk nam się tu zrobił. Trzech bardzo zdolnych poetów i trzy tragiczne, bardzo przedwczesne śmierci. Skoro jednak już w zeszłym tygodniu wspomniałem o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim, to czuję się w obowiązku złożyć mu dziś hołd i uszanowanie. Historia jego tragicznego życia jest, mam nadzieję, wciąż wykładana w szkołach podstawowych, więc naświetle ją bardzo pobieżnie, akcentując to, co ważne dla ciągłości opowieści, którą rozpocząłem w poprzednim odcinku naszego poetyckiego spotkania. Był warszawiakiem, synem działacza patriotycznej lewicy, Stanisława Baczyńskiego oraz zasymilowanej i ochrzczonej Żydówki, również polskiej patriotki, nauczycielki i autorki podręczników, Stefanii Zieleńczyk. Jako dziecko chorowity, cherlawy i kapryśny, a potem zahartowany jak damasceńska stal przez Szare Szeregi oraz Armię Krajową. Jak słyszycie w proponowanym przeze mnie wierszu, życie swe poświęcił całkowicie dwóm miłościom. Żonie i Polsce. 3 czerwca 1942 w Kościele św. Trójcy na warszawskim Solcu przyjął święty sakrament małżeństwa z Barbarą Drapczyńską. Ich miłość, wedle relacji świadków, była całkowicie ślepa, wszechogarniąjąca i płomienna. Świata poza sobą nie widzieli. Wielu próbowało ją studzić, a już najbardziej matka Krzysztofa, której relacje z synową układały się fatalnie. Baczyński stanowczo ucinał wszelkie głosy sprzeciwu i parł do ślubu jak ten łosoś słodkowodny, co gna w górę rzeki i nawet wodospad mu nie straszny (ha! sam, dzięki tym moim recytacjom duszę poety w sobie odkrywam). Mówił, że nikt nie może mu dać gwarancji, że wojnę przeżyje i z czym, jak z czym, ale z miłością to on musi się spieszyć. No i wykrakał. 4 sierpnia 1944 poległ od kuli niemieckiego snajpera jako żołnierz słynnego batalionu „Parasol” broniąc pałacu Blanka. Niecały miesiąc później od odłamków szkła i gruzu zginęła jego żona, Barbara. A wraz z nią bezbronne, nienarodzone jeszcze Dzieciątko… „I wtedy budzą się płacząc, bo strzały pękają z daleka, bo śnili, że dziecko poczęli całe czerwone od krwi.” To są ostanie słowa ostatniego napisanego przez podchorążego Krzysztofa Kamila Baczyńskiego wiersza, datowanego na 13 lipca 1944 roku. Tego nie byłem w stanie wyrecytować. I apel. Jeśli kogoś z Was zmobilizują lub już zmobilizowali, dlatego, „że im gdzieś nafta z ziemi sikła i obrodziła dolarami, że coś im w bankach nie sztymuje, że gdzieś zwęszyli kasy pełne”, to dbajcie przede wszystkim o tę pierwszą miłość z wiersza Baczyńskiego. Chrońcie swoje żony, swoje dzieci i swoich rodziców. Nie dajcie się zabić po prostu.
Komentarze
6Bardzo uczuciowa inwokacja. To jest to ! Pozdrawiam.
Dziękuję za ten wiersz
O raju!!! Mój ulubiony!!! DZIĘKI WIELKIE!