Dante Alighieri - Piekło
95 wyświetleń
Kompozycja bazująca na "pieśniach" autora z tytułu. Z fragmentów ulepiona całość; z dbałością o oryginał, jednak z minimalistycznymi zmianami na potrzebę połączenia tego w całość. Poniżej treść tej konstrukcji: W życia wędrówce, na połowie czasu, Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi, W głębi ciemnego znalazłem się lasu. Jak ciężko słowem opisać ten bór srogi Owe stromych puszcz pustynne dzicze Co mie dziś większej nabawiają trwogi. Kiedy usłyszysz rozpaczliwe chóry, Przyjrzysz się duchów przebolesnej rzeszy, Co z całej piersi woła o skon wtóry. Poznasz że jesteś u kresu podróży, Gdy ujrzysz potężne, a złowrogie mury Wszystko od teraz w wieczności się dłuży. Na odrzwiach bramy ten się napis czyta, O treści duchowi memu nieznanej. Jak dzwonu huk niemy, słowo grozą wita! Przeze mnie droga w miasto utrapienia, Przeze mnie droga w wiekuiste męki, Przeze mnie droga w naród zatracenia. Jam dzieło wielkiej, sprawiedliwej ręki. Wzniosła mię z gruntu Potęga wszechwładna, Mądrość najwyższa, Miłość pierworodna; Starsze ode mnie twory nie istnieją, Chyba wieczyste — a jam niepożyta! Ty który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją ! Stamtąd westchnienia, płacz, lament chorałem Biły o próżni bezgwiezdnej tajniki: Więc, już na progu stając, zapłakałem. Za nim niezmierna czerń smugą się wiła; Nigdy bym nie był uwierzył na słowo, Że tyle ludu śmierć już wytraciła. Zamilkłem, nie chcąc dłużej być natrętem. I tak do rzeki brzegów szliśmy niemi. Wtem spojrzę, w łodzi mknie owym odmętem Starzec kędziorów sędziwych i brody, Wołając: „Gorze wam, duchom przeklętym! Nie pójdziecie wy na niebieskie gody: Przybywam przewieźć was po strudze czarnej W ciemności wieczne, w żary i chłody. W odmęty dla was wieczności marnej. Wtem lic kosmatych surowość się zmienia Przewoźnik, włodarz czarnowodnej rzeki, Oczy ma wokół - obrączki z płomienia. Ale tym nagim i znużonym szczęki Dzwoniły, w lica strach zachodził siny, Gdy usłyszeli los bliskiej udręki. Boga, rodziców, ludzkość, narodziny I dzień, i miejsce swych narodzin klęli, I syny swoje, i swych synów syny. Potem się sparli, łkając nad topieli Brzegiem, skąd wszyscy pójdą na męczarnie, Co żyć w bojaźni Bożej nie umieli. Płyną już, przez toń ciemności brudną, A nim na brzeg je przeciwny wysadzi, Po tamtej stronie znów od gości ludno. Silny huk gromu wyrwał mi spod powiek Senność kamienną, tak że się wzdrygnąłem Niby gwałtownie przebudzony człowiek. Loch był bezdenny, mgławy, czarnosiny; Źrenice moje, wysłane na zwiady, Niczego dobyć nie mogły z głębiny... Na odrzwiach bramy ten się napis czyta, O treści duchowi memu nieznanej. Jak dzwonu huk niemy, słowo grozą wita! Przeze mnie droga w miasto utrapienia, Przeze mnie droga w wiekuiste męki, Przeze mnie droga w naród zatracenia. Jam dzieło wielkiej, sprawiedliwej ręki. Wzniosła mię z gruntu Potęga wszechwładna, Mądrość najwyższa, Miłość pierworodna; Starsze ode mnie twory nie istnieją, Chyba wieczyste — a jam niepożyta! Ty który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją !
Komentarze
0Nikt jeszcze nie skomentował tego filmu.