cz.2z2 Dla ścisłości. Pani Godek jest mi obojętna. Zauważam, że w wypowiedziach ujmuje się za ochroną życia - trudno jej poczytywać to za winę. Za to znosi bardzo wiele hejtu ze strony środowisk proaborcyjnych. Nie zawsze wypowiada się rozsądnie i być może jest zarozumiała. Ale w wielu miejscach Pana materiału mam nieodparte wrażenie, że Pan również, zważywszy, jak często Pan podkreśla, że Godek jest głupia (czyli Pan nie jest?). W materiałach zamiast prezentować fakty i swoją opinię, nie może się Pan powstrzymać od kilkakrotnego podkreślania, jak często ma rację. Być może ma Pan trafne spostrzeżenia, ale dobrze by było, gdyby Pan pozostawił jednak miejsce na wnioski widzowi, zamiast chlastać go po uszach swoją pychą. Szkoda, że w ważną tematykę beatyfikacji, która nie powinna mieć miejsca, wmieszał Pan osobiste anse do p. Godek. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że "odbija" Pan sobie za ścięcie z Kają Godek na Twitterze. Moim zdaniem materiał na tym traci. Jeszcze jedna sprzeczność jest w Pana materiale - w użył Pan terminu "kobieca logika" z przekąsem, sugerując brak logiki, zaraz potem dodał Pan: "z całym szacunkiem do mądrych kobiet oczywiście" - czyli mądre kobiety nie mają logiki kobiecej? To jaką? Zresztą nie wiedziałam, że logika też ma płeć. :) I od razu uprzedzę, nie jestem żadną feministką, tylko zwykłą sobie babą. Natomiast ten protekcjonalny ton nawet mnie, zwykłej babie, wydał się rażący. Oczywiście komentarz mój jest za długi, w dwóch częściach oraz zawiera też opinie - z końcowej części Pana wypowiedzi wnoszę, że tego Pan nie lubi. Trudno, najwyżej Pan skrytykuje albo usunie. Formuła zamieszczania komentarzy przez widzów jednak zakłada, że widz pisze to, co uważa za stosowne, choć wyraźnie Pan daje do zrozumienia, że Pańscy widzowie takiego prawa nie mają. Ja też więcej nie zamierzam się wypowiadać. Moja krytyczna opinia jest, mimo wszystko, podyktowana sympatią, ponieważ stara się Pan analizować rzeczywistość, co jest nieczęste w dzisiejszych czasach. Nie podoba mi się tylko to, jakim tonem Pan to robi, że sam Pan te analizy ocenia, stawia się w roli mentora, a często niepotrzebnie pastwi się nad "bohaterami" swych analiz więcej niż potrzeba, żeby przedstawić i uzasadnić swoje stanowisko. I dość często widzi Pan źdźbło w oku krytykowanego, nie widząc belki we własnym. Dziękuję za ciekawe materiały. Pozdrawiam.
Edytowano