BanBye

Zabity za zdradę Ojczyzny. Teodor Bujnicki. Wiersz o poecie.

Wi
Wiersz Tygodnia

381 Widzów

310 wyświetleń · 3 lata temu

Tak sobie myślę, że w przestrzeni publicznej słowem zdecydowanie nadużywanym jest „kontrowersyjne”. Jak ktoś nie chce zająć stanowiska, wzdryga się przed jednoznaczną oceną sytuacji, to pisze, że coś jest kontrowersyjne i myśli, że to wyczerpuje sprawę. Moja ocena postaci Teodora Bujnickiego jest jednoznaczna, lecz niemożliwa do wyrażenia krótkim felietonem. Jest to materiał na jeden dobry doktorat z historii i drugi z filologii polskiej. Teodor Bujnicki to jeden z najwybitniejszych literatów przedwojennego Wilna. To on, wraz z Miłoszem i Zagórskim, stworzył periodyk „Żagary”, a co więcej był pomysłodawca tej legendarnej nazwy. Zgodnie wspominany był jako człowiek niezwykle lubiany, czarujący, dowcipny, zdolny i inteligentny. Typ duszy towarzyskiej, brylującej i grającej zawsze pierwsze skrzypce, człowieka, z którym każdy chciał się znać i przebywać. Gdy na przełomie lat 1939-1940 Wilno na krótko znalazło się pod władzą Litwinów, nasz literat odznaczył się piękną kartą patriotyczną. Został prawą ręką wielkiego Józefa Mackiewicza i wraz z nim tworzył polską „Gazetę Codzienną”. A potem nadeszły dni grozy. Wilno znalazło się pod okupacją sowiecką, a z Bujnickim stało się coś niedobrego. Poszedł mianowicie na szeroką współpracę z komunistami. Został kierownikiem działu kultury w radzieckiej gadzinówce, gdzie wychwalał Armię Czerwoną i bredził coś o prawdziwym wyzwoleniu ziem polskich przez bolszewików. I za to właśnie dostał od polskiego państwa podziemnego wyrok śmierci. Rozsądny żołnierz AK, współwięzień majora „Łupaszki” z gestapowskiej celi, Julian Iwaszkiewicz „Ferdynand” zrobił jednak rozeznanie sytuacji, a nawet porozmawiał chwilę z samym skazanym i stwierdził, że zabijanie poety za słowa jest zupełnie bez sensu. Odmówił wykonania tego wyroku. „Popatrzyłem na niego. Zobaczyłem pot na twarzy, niepewne oczy. Jednocześnie ta sylwetka mi się podobała” – wspominał po latach. Potem sytuacja polityczna naszych wschodnich kresów znów uległa diametralnej zmianie, bo tereny te zajęły nazistowskie Niemcy i wydawać by się mogło, że epizod kolaboracji z Sowietami zostanie Bujnickiemu zapomniany. Niestety po kolejnej, tym razem już długotrwałej, zmianie administracji Wileńszczyzny z powrotem na radziecką okazało się, że poeta nie wyciągnął żadnych wniosków. Przyłączył się do moskiewskiego Związku Patriotów Polskich i dalej w najlepsze wychwalał „uroki” bolszewizmu. A przecież musiał już słyszeć o Katyniu. A przecież przyjaźnił się z Józefem Mackiewiczem, który komunizm i Związek Radziecki prześwietlił swym piórem do trzewi i doskonale wiedział, jakie to było gigantyczne i zgubne zło. No i nadszedł w końcu dzień 27 listopada 1944 r., w którym to dniu dwóch kąpanych w gorącej wodzie młokosów zastrzeliło nieszczęsnego Teodora w korytarzu jego własnej wileńskiej kamienicy. Czy ja tu zatem bronię sowieckiego kolaboranta i zdrajcę? Absolutnie nie. Czy ja składam hołd wielkiemu poecie? Absolutnie tak. Czy ubolewam nad wykonaniem akurat tego wyroku śmierci? Tak, ubolewam. Jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, gdzie kula powinna być odpowiedzią na słowa, jednak są to sytuacje ekstremalnie rzadkie, a sprawa Bujnickiego z pewnością się do nich nie zalicza. Jeden z pierwszych i najwybitniejszych badaczy wileńskich struktur AK, prof. Niwiński dotarł do relacji, z których wynikało, że wyrok na Bujnickim był samowolką dokonaną bez zgody komendanta okręgu, a za pochopny i zupełnie niewspółmierny uznali go zarówno pułkownik „Wilk” Krzyżanowski, jak też wybitni pisarze jak wspomniany już Józef Mackiewicz, czy Paweł Jasienica. Mackiewicz zresztą sam miał orzeczoną karę śmierci przez sąd państwa podziemnego, lecz w tym przypadku to w ogóle był karygodny błąd i nieporozumienie. Na szczęście na egzekutora AK wyznaczyło jednego z najinteligentniejszych i najbardziej barwnych awanturników w naszej historii, Sergiusza Piaseckiego, który od razu zorientował się, że ma do czynienia z człowiekiem prawym i wybitnym i wygasił całą akcję, ale to już zupełnie inna historia.

Komentarze

4
Dodajesz komentarz jako:
BD
Barbara D3 lata temu

Waham się w ocenie wyroku.

GG

omamienie oparami komunizmu w 1941 można jeszcze zrozumieć , ale to że 70% amerykanów poniżej 35 roku życia wierzy w komunizm w 2023 roku TO JEST Chichot HISTORII

?
Użytkownik usunięty3 lata temu

Piękna historia, dłuższa niż sam wiersz ;-)